poniedziałek, 6 lutego 2017

"Black Ice", czyli seksowny Pan na okładce



Ostatnio (okej, w sierpniu:D) bardzo skusiła mnie promocja na Znaku. Razem z siostrą wybrałyśmy cztery tytuły. Moja decyzja ciągle wahała się pomiędzy „Linią serc” i „Black Ice”. Ostatecznie wybrałam tę drugą. Wcześniej o niej nie słyszałam (wstyd), choć o samej Autorce coś tam widziałam (brawo ja!). Kierowałam się opisem i okładką (ciągle pozostaje wzrokowcem). O „Lini serc” słyszałam dużo, o „Blac Ice” w sumie nic. A jednak postanowiłam zaryzykować swoje pierwsze spotkanie z Beccą Fitzpatrick. Czy było warto?

Becca Fiztpatrick to amerykańska pisarka, która zasłynęła przede wszystkim z sagi „Szeptem”. Ta trzydziestosiedmiolatka ma już ogromną rzeszę fanów, a każda jej nowa powieść zbiera pochwały, dotyczące pomysłu. Jej powieści na rynku książki sprzedają się bardzo dobrze i są powszechnie polecane. Tak samo było z „Blac Ice”. Kiedy tylko o nią zapytałam, została mi serdecznie polecona przez 9 na 10 osób. Byłam pod ogromnym wrażeniem. Ostatecznie, jestem megazadowolona, że zdecydowałam się ją kupić.

Britt od dawna planuje wyprawę w góry Teton.  Dziewczyna ma już wszystko szczegółowo zaplanowane. Chce pokonać cały górski łańcuch. Niespodziewaną przeszkodą okazuje się jej były chłopak oraz wyjątkowo niekorzystna pogoda. Gdy wraz z przyjaciółką opuszczają samochód nawet nie wyobrażają sobie, jakie czyha na nie niebezpieczeństwo. Niczego nieświadome dziewczyny znajdują schronienie w chatce dwóch przystojnych mężczyzn i od tej pory wszystko obraca się o 180 stopni.

Efekt WOW jest jak najbardziej. Góry tak urokliwe za dnia, w nocy stają się naszym najgorszym wrogiem. Wokół panuje śnieżyca i nic nie wskazuję na to, aby zamieć miała się skończyć. Ciągłe napięcie, pobudzające czytelnika do granic możliwości. Jestem święcie przekonana, że Pani Becca mogłaby bez problemu pobić rekord, jeśli chodzi o szybkość (prawie jak światła ;) czytania jej książek! Przyznam, że jak czytałam opinię innych (oczywiście polecające) myślałam, iż są trochę przekoloryzowane. Proszę wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać!

Warstwa napięcia stopniowo wzrasta z każdą stroną. Najpierw ogólnie kibicowałam Britt za każdym razem, kiedy próbowała uciec. A później kibicowałam Britt, za każdym razem, gdy była z Masonem. Wątek romantyczny ogromnie mi się spodobał i wkurzało mnie pieprzenie Britt o syndromie sztokholmskim, bo od razu było widać, że ta dwójka ma się ku sobie. Okej, pomijając ten niefortunny początek (drugi) ich znajomości. Britt okazała się dziewczyną rozważną, choć muszę przyznać, że jej nie polubiłam. Wkurzało mnie jej ślepe zapatrzenie w Calvina, zbytnia nieufność i zwyczajna głupota (chociaż wcale nie była głupia, a wręcz przeciwnie). Mason mnie trochę zauroczył i nie potrafiłam zrozumieć Britt ;p A później, kiedy cała prawda o nim wyszła na jaw, zakochałam się już całkiem. Ciągle byłam ciekawa co dzieje się z Korbie, ale Pani Fitzpatrick skutecznie odciągała moje myśli w innym kierunku. No i mógł być jakiś króciutki rozdział, co tam się u niej dzieje. Pomimo to książka i tak nic nie straciła.

Zmyłki Autroki bardzo mało dały, bo od razu wiedziałam kto stoi za tymi niepochlebnymi czynami. Ja, która nigdy nie myśli o tym, kiedy czyta! Ta zagadka okazała się prościzną. Natomiast powiem, że wszystkie postacie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Autorka działała z chłodną precyzją. Mam wrażenie, że wszystko zostało zaplanowane i dokładnie przeniesione na kartki. Czyta się przyjemnie i z napięciem, jak dobrą sensacyjną książkę. Dodatkowo wątek miłosny także służy całej powieści, bo jest chwila pauzy. Zatrzymujemy się w czasie i to dosłownie. Kiedy książka schodziła na tematy damsko-męskie, to przystawałam w tym całym biegu. Ta chwila oddechu jest idealnym zabiegiem Autorki. Dzięki temu nie mamy tej myśli w głowie, że czas depcze bohaterom po piętach. Dlatego wszystko jest idealnie wyważone i doprawione. Widzę w tej książce potencjał, bo nie jest taka przewidywalna, jakby się mogła wydawać. Nie ma w niej bohaterów z jakimiś wielkimi dramatami, co często się spotyka teraz. Poza tym ja bym bardziej stawiała, że jest to książka przygodowo-sensacyjna, a romans w niej to jedynie dodatek.

Na koniec chciałabym się odnieść do okładki… Jest fantastyczna! Idealnie oddaje klimat książki. Jestem nią po prostu zachwycona, bo nie dość, że skrywa emocjonującą historię, to jeszcze po prostu jest prześliczna.


„Black Ice” to książka, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła i w ciągu kilku stron przekonała do Autorki. Jej styl pisania nie jest nużący, a wręcz przeciwnie porywa w wir akcji. Moja intuicja mnie nie zawiodła, a czytanie tej książki to była świetna zabawa. Mogę ją z czystym sercem polecić.




Tłumaczenie: Mariusz Gądek
Becca Fitzpatrick, Black Ice, stron 448, Wydawnictwo Moondrive, 2014

★★★★★★★★☆☆
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 komentarzy :

  1. Słyszałam o tej książce ale nie miałam okazji jej przeczytać. Jak narazie przymierzam sie do Szeptem ale po twojej recenzji muszę się zastanowić czy po tą nie sięgnąć najpierw :)

    Pozdrawiam Agaa
    ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com
    Zapraszam także na moja strone na Facebooku :)
    https://www.facebook.com/Zrecenzowany-%C5%9Awiat-Agi-253497648425318/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już sama musisz zdecydować, ja polecam obie tak samo :D

      Pozdrawiam, na pewno wpadnę ;)
      Oliwia

      Usuń
  2. Pan jednak ma coś w sobie :D no może poza oczami również :D mimo wszystko chętnie sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, mi się podoba! :D Polecam mocnoo :D

      Usuń
  3. Hm, książka bardzo mnie zachęciła. Już ląduje na liście do przeczytania. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam! ;)

      Pozdrawiam, Oliwia

      Usuń
  4. Czytałam! Idealna na zimowy wieczór <3

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.