środa, 16 sierpnia 2017

Modelka z przypadku

Dzisiaj zdecydowałam, że wzbogacę swojego bloga i o tę część mojego życia. Na szczęście nazwa „Zjadam Szminkę” mimo, że powstała z konkretnym zamysłem i przesłaniem, wpasuje się idealnie również w ten temat. Nie, to nie był tytuł z dupy, absolutnie. Nie zajmując jednak zbyt dużo czasu wstępem, przejdźmy do szczegółów.

Przyjmijcie mnie ciepło, bo jestem trochę zestresowana, mówiąc o tym :")



Podobno przypadki nie istnieją
Jestem osobą, która wraz z wyjątkowym pechem, ma również wyjątkowe szczęście. 2 lata temu zapragnęłam wziąć udział w Miss Nastolatek Pomorza Środkowego. Wszystko pięknie, ładnie – wyobraźnia działa na podwyższonych obrotach. Byłam żądna przygód, raczej nie patrzyłam kategoriami „wygrana”. W całą zabawę próbowałam wciągnąć swoją najlepszą przyjaciółkę. Próżne starania, bo to osoba, która nie wierzy w swoje walory. Okazało się, że do owych wyborów pozostał tydzień. Mimo wszystko wysłałam zgłoszenie, na które zresztą nikt nie odpowiedział. No cóż, okazja przeszła koło nosa. Nie mogę powiedzieć, że byłam załamana. Przyjęłam tę informację ze spokojem, bo tak jak mówiłam, nigdy nie byłam nastawiona do tego zbyt poważnie. Na pewno bardziej się wkurzyłam, kiedy licytacja wszyściuteńkich płyt Chady, dosłownie za bezcen, dobiegła końca przed moim udziałem. Nie żartuję, to obecnie jeden z moich ulubionych wykonawców i dostałam skrętu kiszek ze złości. Wracając do tematu – generalnie rzecz biorąc (i kolokwialnie) w nosie to miałam i mam do dzisiaj.

Do modelingu jeden krok
Co można czuć, kiedy odzywa się do Ciebie agencja modelek i chce, żebyś przyjechała na zdjęcia? Na pewno swego rodzaju szczęście i zadowolenie. Zgłoszenie wysłałam w lutym, w maju dostałam odpowiedź. Czyli nie pominęli go jak nieciekawej propozycji. To naprawdę miłe, szczególnie dla dziewczyny (lat 14), że nadaje się, ma predyspozycje i została znaleziona. Okazja, której nie można przepuścić i szansa, którą trzeba wykorzystać. Zdjęcia odbyły się pod koniec maja, ja otrzymałam je w pierwszych tygodniach czerwca.

Pierwsze zdjęcia
Pośmiejmy się razem, ale ja naprawdę nigdy nie podobałam się sobie na prywatnych zdjęciach. Już sobie wyobrażałam efekty sesji – niezadowolenie i rozgoryczenie. Przyszłam tam zielona i czułam się jak Kopciuszek, obcując z dziewczynami z doświadczeniem. Spotkałam tam również ówczesną Miss Pomorza Środkowego i powiem Wam, że to naprawdę przemiła osoba, która nie zadzierała nosa, mimo swojego osiągnięcia. Nie starała się traktować mnie, jak naiwną dziewczynkę. Wracając do tematu – Pani fotograf również okazała się ciepłą i cierpliwą osobą, która nie krzyczała (:D). Uczyła mnie w jaki sposób pozować, ustawiać się do zdjęć i jak pracować mimiką twarzy. Tak, że z jakimś tam doświadczeniem stamtąd wyszłam.

Nowe, szersze horyzonty
Ja nawet nie raczkowałam, urodziłam się na nowo w nowym świecie. Ile można wiedzieć mając 14 lat? Ja byłam wtedy zbyt naiwna na świat, który mnie przyjmował. Żyłam prostymi marzeniami – szybkim zarobkiem przed osiemnastką. Nic szlachetnego. To naprawdę kusi, kiedy wiesz, że dużo możesz zrobić. Dużo, mimo tego, że jesteś ze wsi otoczonej polami i lasami. Jestem zawziętą marzycielką do teraz. Zaczęłam czytać książki i wtedy zrozumiałam, że chcę być w życiu kimś i dosięgać rzeczy, które innym wydają się niemożliwe. Nie, nie chodziło mi o modeling. To miała być dobra zabawa gratis do jakichkolwiek osiągnięć do CV. Poza tym to mistrzowskie uczucie, móc realizować się i robić cokolwiek w tak młodym wieku.

Mam nadzieję, że post Wam się spodobał, może odpowiedział na pytania przyszłych modelek czy coś w tym stylu. W każdym razie zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii.


Wasza Zjadaczka ©
2

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wakacyjny Book Haul #2 (z rachunkiem!)



Witajcie Człowieki! :*


Już od bardzo dawna obiecuję Wam book haul i jakoś opornie się za niego zabieram. Dzisiaj postanowiłam wziąć się w garść i go w końcu stworzyć :p Tak więc, zobaczycie ile mi się nazbierało całkiem przyjemnych książek. Oczywiście jest tutaj również stosik od mojej siostry, która dzięki mnie (takim jestem dobrym człowiekiem :D) rozwinęła w sobie nową pasję.

# Nie patrzcie na moje odrosty (wiem - typowa kobieta)
## Jest właśnie 1:40 i już prawie dla Was kończę ten post :D


TYM RAZEM (I KOLEJNYM, KOLEJNYM TEŻ) W BOOK HAULU
©     Rachunek – podliczam książkowe wydatki
©     Strony – podliczam ile łącznie stron mają wszystkie książki
©     Pochodzenie – księgarnie internetowe vs księgarnie stacjonarne
Zaczynajmy!



Moja biblioteczka


1.  Emma Chase „Unieważnienie” i „Skazanie” 
(stacjonarnie, 20zł x 2, stron: 380 i 246)
Książki zakupione na promocji (-50% aaaa!) w Empiku, dosłownie bez żadnego wahania. Emma Chase to autorka, która bardzo przypadła mi do gustu, zarówno swoim stylem jak i humorem. „Unieważnienie” już czeka na recenzję (może za 100 lat dodam :p).
PS. Wyczaiłam promocję w Bonito, „Unieważnienie” można nabyć za jedyne 19,95zł! Śpieszcie się,  zostały ostatnie 2 egzemplarze ;)



2.  Samantha Young „Wszystko, co w tobie kocham”
(stacjonarnie, 25zł, stron: 300)
Książka zakupiona w Biedronce, z tego powodu, że jako jedyna mi się spodobała z proponowanej oferty ;P Mam nadzieję, że to dobrze wydane pieniądze!



3.   Colleen Hoover, Tarryn Fisher „November 9” i „Never never”
(internetowo, 10zł x2, stron: 336 i 300)
Obydwie książki zakupione na wyprzedaży zorganizowanej przez Sylwię z My books, my life na Facebooku w MEGA cenach. Jestem zadowolona ich fantastycznym stanem i polecam zakupy u Sylwii :)
November 9 przeczytane już dawno temu (nad recenzją jeszcze pracuję :D) Natomiast Never never jeszcze czeka na swoją kolej.



4.  Brittainy C. Cherry „Powietrze, którym oddycha”
(internetowo, 26zł, stron: 400)
Ta absolutnie cudowna książka (RECENZJA) przyszła do mnie z księgarni internetowej Znak. Byłam odrobinę zła za to w jakim stanie (przybrudzenia i zagięte rogi) i trochę się zniechęciłam przez to. Ogólnie jestem zadowolona z samej książki, która wprost powala i miota czytelnikiem na wszystkie strony. Już planuję zakup kolejnych części.

(AKTUALNIE POŻYCZONE :)

5.  Mia Sheridan „Bez słów”
(internetowo, 25zł, stron: 384)
Postanowiłam, że muszę w końcu poszerzyć swoje horyzonty o te dwie panie. Mowa o Brittainy C. Cherry i właśnie Mii Sheridan. Książeczka również pochodzi ze Znaku, tym razem w stanie nienagannym. Właśnie jestem w trakcie, ale nic Wam nie powiem :D



6.   Paula Hawkins „Zapisane w wodzie”
(stacjonarnie, 25zł, stron: 368)
Paula Hawkins po raz kolejny zaintrygowała mnie motywem swojej książki i w efekcie, niewiele myśląc, stwierdziłam „biere”. Szukałam jej długo, długo i na biedronkowej półce pewnego dnia znalazłam. Skończyłam ją już dawno temu i też czeka na recenzję :p

(RÓWNIEŻ POŻYCZONA :)

7. Gail McHugh "Collide"
(stacjonarnie, 15zł, stron: 368)
O Collide dużo słyszałam już dawno temu, aczkolwiek dopiero niedawno udało mi się nabyć tę książkę. Zachęciła mnie jej niska cena, a znalazłam ją na kiermaszu (chyba) w Łazach.



Z wielkim zaskoczeniem i przerażeniem stwierdzam, że wcale nie kupiłam tak dużo :D




Biblioteczka mojej siostry


1.    Nicola Yoon „Ponad wszystko”
(stacjonarnie, 20zł, stron: 328)
Książka zakupiona na promocji w Empiku. Filmowa okładka moim zdaniem jest równie piękna co oryginalna, a zazwyczaj te filmowe podobają mi się trochę mniej.



2.   Jojo Moyes „Kiedy odszedłeś”
(stacjonarnie, 20zł, stron: 496)
Od razu widać, że nabytek siostry :D Ja zdecydowanie stronię od tego typu literatury, a także samej autorki. Oczywiście zakupiona na promocji w Empiku. Czuję się naprawdę silna, że udało mi się ją zdobyć dla siostry, bo ludzie ją dosłownie wydrapali stamtąd :D



3.   Colleen Hoover „Pułapka uczuć” i „Nieprzekraczalna granica”
(internetowo, 10zł x2, stron: 288 i 304)
Również kupione u Sylwii, czekają na ostatnią część i pójdą w ruch ;)



4.   John Green „Szukając Alaski”, „19 razy Katherine” i „Papierowe miasta”
(internetowo, 16zł x3, stron: 320, 304 i 400)
Za tym autorem również nie przepadam, więc nie było krzyku, że chcemy to samo. Kolejne książki od Sylwii w cudownym stanie.



5.   S.J. Kincaid „Diabolika”
(internetowo, 1zł, stron: 400)
Tak, kochani! Nie mylicie się, to cudeńko kosztowało tylko jedną złotóweczkę! Kupiona w trakcie bardzo fajnej promocji na Znaku. Recenzja już się pisze i nie powiem, że będzie bez lukru, cukru i tęczy. Teraz próbuję pójść z siostrą na wymianę, ale ma mocne warunki :D



6.   Jasmine Warga „Moje serce i inne czarne dziury”
(internetowo, 23zł, stron: 312)
Kolejna książka ze Znaku, w całkiem przystępnej cenie. Jestem w trakcie czytania.



7.   Hanya Yanagihara „Małe życie”
(stacjonarnie, 25zł, stron: 800)
Książka kupiona w bardzo, bardzo korzystnej cenie w Biedronce. Podobnie jak siostra jestem nią ogromnie zaciekawiona i kiedyś na pewno ją przeczytam ;)


8.   Tamsyn Murray „Drugie bicie serca”
(stacjonarnie, 25zł, stron: 336)
Książka, którą zaczęłam czytać, ale nie skończyłam. Bez obaw, zamierzam to nadrobić, bo jestem jej dosyć ciekawa. Moja siostra ją pochłonęła i pokochała ;)





UFFF, koniec. Trochę się tego nazbierało, od razu cieplej na sercu się robi :D



PODSUMOWANIE

Wasza Zjadaczka
Sis Waszej Zjadaczki
CENA
176 zł
182 zł
MIEJSCE
S:5 – I:4
S:4 – I:7
STRONY
3 082
4 288



Mam nadzieję, że Wam się podobało i będziecie chcieli jeszcze więcej Book Hauli ode mnie. Poza tym osobno post o zdobyczach z biblioteki już niedługo ;)

LOVE & PEACE  
Wasza Zjadaczka <3
10

czwartek, 3 sierpnia 2017

Witam. Madeline.

Cześć wszystkim! Chciałabym się z wami serdecznie przywitać. Razem z Oliwką podjęłyśmy współpracę i mam nadzieję, iż będzie nam się miło współpracować. Podpisywać się będę jako Madeline. Wynika to z tego, ponieważ mam fioła na punkcie Stanów Zjednoczonych. Dlatego wklejam tu cząstkę siebie.

Kilka słów o mnie:

Uczęszczam do liceum. Tak, jak Oliwka bardzo lubię czytać książki. Interesuję się również: muzyką, podróżami, kulturą, historią, psychologią, Ameryką itd.
Jestem osobą, która zawsze musi coś robić. Najzwyklej w świecie nie umiem usiedzieć na jednym miejscu. Uwielbiam jeżeli coś dzieje się w moim życiu. Kocham, również świeczki, oraz płyty. To dwie rzeczy na którym mam fioła. 
Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie przebiegać pomyślnie i do mojego pierwszego postu!
Pozdrawiam, Madeline.




*fotografia zaczerpnięta z tumblra

0

środa, 19 lipca 2017

Recenzja| "Powietrze, którym oddycha"




 Brittainy C. Cherry kusi mnie odkąd tylko pojawiła się na rynku książki. I choć wydarzyło się to już dawno temu, dopiero teraz mam okazję powiedzieć Wam, co sądzę o jej książce. Kiedy masz kwit, masz i poczucie, że żal nad pieniędzmi nie wchodzi już w grę. A wiąże się z tym to, że postanawiasz szaleć na całego i kupić wymarzone książki. Oczywiście chciałam poznać najsampierw słynnego Pana Danielsa, aczkolwiek dużo innych osób też chciało i ani jednej sztuki nie znalazłam na Znaku. Uznałam więc, że zacznę od serii Żywioły i tym oto sposobem oddałam w ofierze swoje serce megautalentowanej Brittainy.

Elizabeth z każdej strony jest ostrzegana przed Tristanem Colem – jej przystojnym, a zarazem dziwacznym sąsiadem. Pogłoski mówią, że jest gburem, chamem i najlepiej trzymać się od niego z daleka. Jego przeszłość wykreśliła jego przyszłość. Tym sposobem jego życie towarzyskie w nowym miasteczku dosłownie nie istnieje. Zrozumieć go może tylko Elizabeth, która ma podobną pustkę w sobie. Odkąd kobieta o mało co nie potrąca ukochanego psa Tristana, między dwojgiem doświadczonych ludzi, dochodzi do serii różnych wydarzeń. Dwie zranione dusze i potrzeba, by nauczyć się oddychać od nowa.

Kiedy płaczesz na zaledwie dziesiątej stronie książki i czujesz, że to historia tak bliska twemu sercu, jak żadna inna nigdy wcześniej – już wiesz. Powietrze, którym oddycha jest na mojej półce fenomenów. Zyskała miano „książki mojego życia” nie bez powodu.  Całkowicie pomijam w tym momencie bajkową okładkę. Jest w tej książce wszystko, ale bez zbędnego cukru. Wszystko, czego potrzebowałam i wszystko, co potrafiło poruszyć struny mojego serduszka (wiem, że piszę, jak nie ja) oraz przedostać się swoją głębią do szpiku kości. Strata bliskiej osoby, brak sensu, odrzucenie przez społeczność, odnajdywanie siebie od nowa – to jest w tej książce piękne. Przez nią pojechałam do pracy niewyspana, bo dosłownie nie mogłam się oderwać od historii Elizabeth i Tristana, i przez cały czas okłamywałam siebie, że przeczytam „tylko jeden, ostatni na dzisiaj rozdział”. Autorka wie jak manipulować czytelnikiem, ona nas uzależnia od swoich słów. Najgorsze jednak jest to, że nie da się jej dawkować – ja chciałam pochłonąć tę książkę od razu.

Problematyka pierwszej części Żywiołów jest nakreślona w sposób przemyślany, a także dosadny. Tristan Cole to nie potwór, o nie, to feniks tej powieści. Umarł wraz z bliskimi, aby na nowo narodzić się i poradzić sobie z tym cholernym życiem. Autorka poprowadziła ten wątek doskonale. Nie gnała na złamanie karku i nie sprowadziła nam gromu z jasnego nieba, w postaci miłości od pierwszego spojrzenia. Ból tej książki to jej autentyczność. Do naprawienia siebie i swojego życia, do pogodzenia się z nim potrzeba czasu. Tutaj ukazana była jedna z najbardziej wiarygodnych przemian, z jaką się zetknęłam.

Erotyka tej książki jest trochę punktem mojej fascynacji. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale jest w niej coś magicznego. Czułam iskry między stronami i to dosłownie. Specyfika tych sytuacji, słowa naszpikowane podwójnymi znaczeniami, aluzjami. Klimat tych scen był niepowtarzalny i mogę przesadzać, ale jestem pod wrażeniem subtelności i delikatności, z jakimi autorka przeprowadziła nas po intymności bohaterów.

Nie myślcie, że podeszłam „luźno” do tej powieści. O nie. Kiełkowały we mnie różnego typu obawy. Nie wiedziałam, czy spodoba mi się ta książka. Trzydziestolatkowie (w przybliżeniu, nie postarzajmy się) po przejściach, do tego masa słów uznania dla kunsztu pisarskiego Brittainy C. Cherry. Nie wiedziałam czy się nie zawiodę, bo taki zawód by bolał i to bardzo. Tymczasem wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione. Mogę tylko powiedzieć, że było warto dla takiej wspaniałej książki wylać kilka słonych łez.

Jeśli szukacie historii, która Wami zawładnie i potrząśnie, to jest to. Brittainy C. Cherry stworzyła narkotyk doskonały, uwierzcie mi. Magia tej książki jest nieskończona, każdy gest i słowo w niej jest idealnie wyważone i znaczące. Powietrze, którym oddycha to jedna z tych powieści, która zakorzenia się i w sercu, i w głowie, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Polecam pełna zachwytu, Brittainy C. Cherry to moja Czarodziejka.


Tłumaczyła Katarzyna Agnieszka Dyrek
Brittainy C. Cherry, Powietrze, którym oddycha (seria: Żywioły), stron 402, Wydawnictwo Filia, 2016
★★★★★★★★★★
10

środa, 5 lipca 2017

Konkurs wakacyjny, do wygrania "Uratuj mnie" Anny Bellon lub "Prawda o dziewczynie" T.R. Richmond




Witajcie, Człowieki! :*

Z okazji najlepszej z najlepszych, a mianowicie wakacji, mam dla Was konkurs. Jak sami widzicie, blog jest prowadzony nieregularnie. Powodów jest kilka, ale jednym z nich, jest bardzo mała ilość czytelników. Do tej pory nie organizowałam żadnych konkursów, nawet z okazji urodzin bloga. Pomijając jeden, w którym osób zgłosiło się mniej, niż przewidywał regulamin. 
Natomiast teraz postanowiłam spróbować ponownie.

Do wyboru macie dwie lektury z banera konkursowego. Mi osobiście książki nie przypadły do gustu, ale może akurat ktoś z Was chciałby dostać jedną z nich w prezencie. Zachęcam, aby spróbować swoich sił! Wystarczy zgłosić się w komentarzu i spełnić poniższe warunki! J



REGULAMIN

1. Konkurs trwa od 05.05.2017 do 31.08.2017 (do 23.59).

2. Organizatorką konkursu jest autorka bloga Zjadam Szminkę

3. W konkursie mogą brać udział tylko osoby mieszkające w Polsce. Nie wysyłam książek za granicę.

4. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.

5. W komentarzu należy podać:
a)    swój e-mail;
b)   dodać bloga do obserwowanych
d)    wstawić u siebie na blogu/Facebooku w widocznym miejscu poniższy banner konkursu:



6. Nagrodą jest jedna z podanych książek:
„Uratuj mnie” Anny Bellon lub „Prawda o dziewczynie” T.R. Richmond
(Książki pochodzą z prywatnej biblioteczki – są w stanie bardzo dobrym)

7.  Nagroda wyłoniona zostanie metodą losowania. Do wylosowanej osoby wyślę maila, ale także ogłoszę wyniki na blogu.

8. Nagrody nie można wymienić na jej równowartość pieniężną.

9. Nagroda jest wysyłana na koszt organizatora.

10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzania zmian w regulaminie w trakcie konkursu.

11. Konkurs odbędzie się tylko, gdy zgłosi się minimum 15 osób.



Powodzenia! :)

PS. Konkurs miał zostać dodany już wczoraj, stąd nieprawidłowa data na banerze ;)
16

niedziela, 2 lipca 2017

Oleander, czyli "Chemik" Stephenie Meyer




Kilka lat temu światem „zawładnęła” popularna saga autorstwa Pani Meyer. Pamiętam, że byłam wtedy w podstawówce i mi, nawet jako małej dziewczynce, chciało się rzygać, gdy po raz kolejny spostrzegłam na ławce piórnik, a obok ławki tornister z wizerunkami głównych bohaterów „Zmierzchu”. Jestem zdania, że co za dużo to nie zdrowo (proszę, nie włączajcie przy mnie Despacito).

Nigdy nie miałam szaleńczego pociągu do sagi „Zmierzch”, ani też nigdy nie byłam zakochana w Edwardzie, co dziwiło wszystkie moje koleżanki. Nie czytałam żadnej z książek wspomnianej Autorki, a na film ledwie chciałam zerknąć. Gusta są różne i nie należy o nich, według powszechnej opinii, dyskutować. Wspominałam Wam już kilka razy, iż nie param się literaturą z gatunku fantasy i jest to jeden z dwóch powodów, przez które okropnie nie lubię tej sagi. Drugim powodem, wymienionym już wcześniej, jest oczywiście popularność.

Będąc szczerą, nie wiązałam zbyt dużych nadziei z Chemikiem, aczkolwiek moja ciekawska natura wzięła nade mną górę i tym sposobem, jestem w obecnej chwili bardzo mile zaskoczona.

Alex tak naprawdę nazywa się zupełnie inaczej, jednak w jej zawodzie imię i nazwisko jest niewiele znaczące, a znaczące zarazem tyle, że trzeba je systematycznie zmieniać. Według powszechnej informacji jest już martwa, choć ciągle się ukrywa przed wydanym na nią wyrokiem śmierci. Kiedy dostaje propozycję od byłych pracodawców zostaje zamieszana w ich zagmatwaną grę, która szybko okazuje się wierutnym kłamstwem. Teraz ma tylko dwa wyjścia: podjąć grę i spróbować odzyskać wolność lub zginąć.

Minimalistyczna oprawa graficzna oczarowała mnie swoją prostotą i chłodną kolorystyką, aż miło się patrzy na tak ładnie wykonaną okładkę. Mimo lakieru na strzykawce i wybrzuszonych literek, połączonych z wrażeniem, że ma się przed sobą książkę w odcieniu metalicznej szarości – nie ma wrażenia masła maślanego i przesadnego wkładu. Jedyne, co podoba mi się w stopniu średnim, to grzbiet. Przyznam, że objętość tej książki jest odrobinę przytłaczająca, ale (przynajmniej w moim przypadku) bardzo szybko się ona zmniejszała. Czcionce również nie mam nic do zarzucenia, a wręcz przeciwnie – bardzo ułatwiała mi czytanie.

Chemik to nabytek mojej siostry, ja sama raczej nie pokusiłabym się o zakup lektury w tematyce szpiegowskiej/sensacyjnej. Nie gustuję w książkach tego typu, dlatego moja opinia, to trochę przymrużenie oka na błędy, powielenia, a także nudę. Opinie są różne, a wnioski wyciągnęłam także na podstawie recenzji innych blogerów i vlogerów . Jednym ta książka przypadła do gustu, innym zaś nie. Wiele osób stwierdziło, że jest nudna i wlecze się niemiłosiernie, a ukazane w niej sytuacje są banalne i dawno temu przerobione na wszystkie sposoby.

Natomiast dla mnie, jako czytelniczki kompletnie zielonej w tym gatunku, książka wydała się kusząca i dosyć ciekawa. Nie od razu poczułam się dobrze i pewnie, wypływając na nieznane wody. Chociaż początki wcale nie były tak trudne, jak mogłyby się wydawać.


„Teraz była tą drugą, tą, którą w departamencie zwano Chemikiem, a Chemik był maszyną. Bezlitosną i bezwzględną. Jej własny potwór właśnie wyrwał się na wolność.”


Najbardziej nie lubię tej początkowej fazy rozpoznania książki, kiedy trzeba oswoić się z klimatem, sytuacją i językiem. Tutaj na początku trudno mi było zrozumieć niektóre rzeczy – sztuczki Alex – ale bardzo mi się podobały te pomysły. Czułam, że mogę dowiedzieć się bardzo dużo ciekawych rzeczy. Jestem taką osobą, którą to niezmiernie interesuje, więc starałam się jak najwięcej z tego zapamiętać. Swoją drogą Alex wydała mi się dosyć dziwną postacią, troszkę nijaką. Nudną wręcz, bo jej życiorys taki właśnie dla mnie był. Dzieciństwo, studia, praca rządowa – jej życie prywatne można spokojnie porównać do flaków z olejem. Ciągle samotna, przesadnie ostrożna i wiecznie uciekająca. Natomiast Daniel kojarzył mi się z zagubioną sierotką. On był „tym romantycznym” w tej historii, ale mi nie spodobał się jego spokojny charakter. Po tym, co zrobiła mu Alex powinien się chociaż minimalnie zdenerwować, ale nie, cały czas był oazą spokoju. Moją ulubioną postacią, jak łatwo można się domyślić, był oczywiście Kevin. Poukładany, a mówiąc to, mam na myśli jego ostrożność, a także „drapieżny” (słowo rodem z książki). Nie ukrywam, że Alex również mnie oczarowała swoim profesjonalizmem. Niestety jestem zdania, że ich konstrukcja była bardzo pobieżna, a oni sami tworzyli tylko tło dla akcji.

Akcja to biegnie, to się zatrzymuje. Nie sposób określić, czy książka Cię jeszcze czymś zaskoczy, czy właśnie nastąpił jej przedwczesny koniec. Mi osobiście bardziej przypadła do gustu pierwsza połowa, nazwijmy ją „wyjaśnieniem sprawy”. Zakończenie, a zarazem drugą połowę nazwijmy „rozwiązaniem sprawy”. Uważam, że w pierwszej części działo się zdecydowanie więcej niż w drugiej.

Jak na pierwszy raz obcowania z sensacją, jestem mile zaskoczona i odrobinę oczarowana. Czytelnikom bardziej doświadczonym w tej kwestii może wydawać się nudna, ale to już zależy od punktu widzenia. Ciekawe tricki i niecodzienne sytuacje, to zdecydowany atut. A dla mnie, jako jeszcze niezdecydowanego biol-chema, motywujący kopniak. Teraz wiem, że pewne umiejętności dobrze by było nabyć.

A to oznacza, że po książce nastąpił jakiś przełom i progres u mnie, więc jestem zadowolona i polecam niezdecydowanym :”)



Tłumaczyła Anna Klingofer-Szostakowa
Stephenie Meyer, Chemik, stron 576, Wydawnictwo Edipresse Polska S.A., 2017

★★★★★★★☆☆☆
6
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.