wtorek, 24 stycznia 2017

Mój Anioł, czyli "Szeptem"




Rozpoczynając „Szeptem” kompletnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Nie zmienił tego nawet fakt, że „Black Ice” podobało mi się ogromnie. Natomiast teraz miałam się zmierzyć z wątkiem fantastycznym, za którym niezbyt przepadam. Możecie sobie wyobrazić mnie – rozwaloną na łóżku, obowiązkowo z tabliczką czekolady, a najlepiej dwiema i ze skwaszoną miną.

Będąc przy temacie nie mogłabym nie napomknąć, że robiłam na Ofemininie test – Najlepsza książka dla Ciebie, czy jakoś tak, no i zgadnijcie co mi wyszło… Tak, właśnie ta książka! Naprawdę byłam do niej mocno negatywnie nastawiona, bo czekałam na kolejną głupotę typu „Zmierzch”, a w to zdecydowanie nie miałam ochoty się bawić.

Pytanie tylko, czy przypadkiem nie próbowałam się odizolować od czegoś NAPRWDĘ świetnego?

Życie Nory jest do bólu normalne. Chodzi do szkoły, ma bardzo dobre stopnie i zwariowaną przyjaciółkę Vee. Jej mamy zazwyczaj nie ma w domu, bo praca zmusza ją do ciągłych wyjazdów. Dziewczyna ma zatem więcej swobody od rówieśników, ale jest uczciwa wobec matki i nie próbuje nadużywać jej zaufania. Ot, zwykłe życie nastolatki. Zmianą okazuje się być z pozoru zwyczajna lekcja biologii, kiedy to Nora zmuszona jest siedzieć w jednej ławce z tajemniczym, nowym kolegą – Patchem. Wspólne zadanie to dobry pretekst, by lepiej się poznać. Problem w tym, że Nora nie ma na to najmniejszej ochoty.

Czytając najwięcej czasu spędzamy z Norą, bo to ona jest narratorką całej akcji. A więc, ciągle jesteśmy z boku i mamy okazję oglądać wszystko na bieżąco. Nasza bohaterka to zdecydowanie dziewczyna, którą da się polubić. Może jest trochę nieśmiała, skryta i uparta, ale najważniejsze w tej historii jest jej inteligencja, która szybko pozwala jej kojarzyć fakty. Trochę mnie drażniło jej ciągłe ocenianie Patcha, ale z jednej strony (moi znajomi wiedzo ;) rozumiem tą dziewczyńską ciekawość. Mówią, że denerwują nas w ludziach nasze własne wady, „that’s right!” chciałoby się rzec. W Norze doceniłam przede wszystkim jej chęć walki i lojalność w stosunku do przyjaciółki. Vee bywała irytująca, np. wtedy, gdy opowiadała głupoty Elliotowi lub kiedy naiwnie go broniła. Jednak byłabym w stanie powiedzieć, że wnosiła nutkę szaleństwa i zamieszania do całej tej „przygody”. Zaciekawiła mnie postać pani psycholog, bo epizody z nią były bardzo krótkie i z pozoru niewiele wnosiły do akcji. Zastanawiałam się, po co wplątywać w historię tak niepasujące części, ale jak się można było spodziewać – po coś na pewno. Elliota i Julesa trochę zignorowałam, a nawet dałam się oszukać Autorce (śmiech), to pewnie za poprzedni raz, kiedy uznałam zagadkę za zbyt łatwą. Nie nie, moi Drodzy to bynajmniej nie jest spoiler! Zabrakło mi w tym wszystkim Patcha, a wydaje mi się, iż to on powinien grać w tej książce pierwsze skrzypce, może troszkę w cieniu Nory. Autorka bardziej skupia się na narratorce, przez co ani nie wiem co u Patcha, ani nie mamy okazji go bliżej poznać, ani też nie możemy go czasem zapamiętać. Uważam też, że ta jego tajemniczość jest trochę zbyt przesadzona, bo wiemy o nim tylko tyle, że ma na imię Patch i pracuje w Granicy. Opisy wyglądu całkiem okej, dobrze zachowane, co mnie niezmiernie cieszy, bo lubię wiedzieć z kim mam do czynienia.

Ah, akcja mknie niczym konie wyścigowe i powala na łopatki swoją treścią. Dosłownie. Dobrym przykładem jestem ja – całkowicie przepadłam. Ta książka to mieszanka gatunków, od romansu po fantasy aż do dreszczowca. Z czystym serduszkiem stwierdzam, że „Szeptem” zasłużyła na wszystkie słowa uznania. Pozytywnie mnie zaskoczyła, a przy okazji oczarowała. Ta sytuacja z kloszardką, pokazała mi, że pokocham tę serię tak jak wszyscy inni. Wszystko tu jest osnute mgiełką tajemnicy. Podobał mi się zabieg z opisem miasta (jeeej, to takie w moim stylu, że mam dreszcze). Aura niebezpieczeństwa, mgła i deszcze, tak zwyczajna szarość – horror, w którym nic nie jest oznaką nadchodzącej rzezi. Początek nie wróżył aż tak dynamicznej akcji, więc to zaliczam jako kolejne pozytywne zaskoczenie. Kiedy zaczynałam książkę nie czułam aż tak silnej potrzeby zakończenia jej jakoś szczególnie szybko. Natomiast z ilością przeczytanych kartek, wzrastał mój „apetyt” na nią. Język Autorki, tak jak poprzednio, lekki i przyjemny, ułatwiający czytanie. Bez zbędnych zabiegów filozoficznych i zawiłości. Wszystko dzieje się chronologicznie, więc nie pogubimy się w akcji. Chociaż miałam takie chwilowe zaćmienia, jak opisywane były (znienacka), np. wizje.

Cóż mówić więcej? Becca Fitzpatrick pokazuje swoją wartość na rynku książki, oficjalnie mogę przyznać, że osławione „Hopeless” ustępuje tej książce i to bardzo. Autorka z miejsca stała się jedną z moich ulubionych.

Co do szaty graficznej – prezentuje się zjawiskowo, ale trochę sceptycznym okiem patrzę na czcionkę opisu. Nie mniej jednak stwierdzam, że moje oko się raduje, kiedy widzę ją na półce. Szkoda tylko, że jest z biblioteki :D haha Jestem spokojna, bo na 100 ją kupię i będę męczyć jeszcze nie raz.

To jest ten moment, kiedy zamiast widzieć swoje uprzedzenia, trzeba trzeźwo spojrzeć, poznać, a dopiero wtedy ocenić. Czuję, że każda chwila z tą książką była wyjątkowa i ta historia już na stałe wpisała się w serduszko, bo urzekła mnie swoją niepowtarzalnością i niebanalnością. Zdecydowanie najlepiej „zmarnowany” czas! Serdecznie polecam wszystkim!



Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Becca Fitzpatrick, Szeptem Tom 1., stron 343, Wydawnictwo Otwarte, 2010
★★★★★★★★★


UDOSTĘPNIJ TEN POST

18 komentarzy :

  1. Już długo poluję na tą książkę ale ciągle zaczynam coś innego i nie mam jak jej przeczytać.;/ Muszę w końcu to zrobić bo już widziałam tyle przychylnych recenzji, że grzechem jest nie przeczytać :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się bardzo podobała, więc polecam z całego serca! :")

      Pozdrawiam, Oliwia

      Usuń
  2. Widzę, że mamy zupełnie inne odczucia co do tej książki :D. Mnie się ona nie spodobała. Generalnie uznałam, że bohaterowie są bezbarwni, a Patch mnie nie "podjarał" i podobnie jak ty - uważam, że było o nich za mało. Nora to dla mnie trochę taka... bezbarwna postać. Chociaż przyznaję, że "mgiełka tajemnicy" jak najbardziej istniała i to dzięki niej przetrwałam do końca, bo chciałam dowiedzieć się, jak to się wszystko skończy ;).
    Będę wpadać częściej, obserwuję, bo widzę, że szykuje się niezła przygoda z twoim blogiem :D. Pozdrawiam!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja widzę, że będę miała z kim dyskutować :D haha Przyznaję bez bicia, że rzeczywiście Patch gdzieś mi ciągle ginął. A ta "mgiełka tajemnicy" moim zdaniem uratowała całą książkę. Ogólnie ta cała mroczność jak z horroru to mój klimat, dlatego ocena taka wysoka :")
      Jak miło z rana coś takiego przeczytać, wielkie dzięki! :*
      PS. Świetny hasztag :D
      Pozdrawiam, Oliwia

      Usuń
  3. Wiesz... ja tę książeczkę odebrałam trochę jak "Zmierzch"... Bo to w moim odczuciu jest praktycznie to samo. Jedyna różnica - aniołki, zamiast wampirów. I jak angel fantasy bardzo lubię (Zastępy Anielskie Kossakowskiej to coś cudownego <3) tak od młodzieżowej wersji po tym trzymam się z daleka. Choć... zaraz. Ja generalnie po prostu unikam młodzieżówek dla dziewczyn. Ja i one to złe połączenie.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja strasznie nie lubię "Zmierzchu" i moim zdaniem - nawet, jeśli są to anioły zamiast wampirów - jest widoczna różnica :D Wiem, że nie każdemu podobają się młodzieżówki, bo moja koleżanka również za nimi nie przepada :")
      Pozdrawiam, Oliwia

      Usuń
  4. Czytałam dawno temu tę książkę, ale pamiętam doskonale, że bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, bo już myślałam, że zostałam sama :")

      Usuń
  5. Pamiętam, że książka bardzo mi się podobała, a czytałam ją bardzo dawno temu. Jestem ciekawa, czy teraz tak samo przydałaby mi do gustu.
    Pozdrawiam, Hayles z http://ourbooksourlive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc mamy podobne odczucia :) Też tak mam, że często coś mi się bardzo podoba, ale z czasem zachwyt słabnie ;)

      Pozdrawiam, Oliwia

      Usuń
  6. Seria ma już kilka lat a nadal pozostaje na liście "kiedyś przeczytam" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam tak samo! :D Jednak tę książkę polecam i to bardzo, bo sama się nią pozytywnie zaskoczyłam :")

      Usuń
  7. czytałam kilka lat temu i byłam wtedy zachwycona ;) mm wzięłam udział w konkursie ale obs jak sie Ciebie nie da ;:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się ona bardzo podoba i jestem pewna, że kiedyś do niej wrócę :) Obserwować proszę tutaj :D

      Usuń
  8. Nie czytałam, ale moje koleżanki mi polecały, więc liczę, że nadrobię :p
    Dodaję do obs. i trzymam kciuki za bloga, bo widzę, że dopiero zaczynasz :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również polecam, jest warto! :D Jeśli chodzi o bloga, to po prostu nowa strona, ale i tak miło :")

      Pozdrawiam, Oliwia :)

      Usuń
  9. Pierwszy tom był całkiem niezły, gorzej z pozostałymi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzięki :D Zazwyczaj tak jest, że pozostałe tomy są gorsze. Ciągle mam nadzieję, że nie w tym przypadku ;)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.